Kategorie
choroba czy wyzwanie codzienność przemyślenia świadome życie życie

W kalejdoskopie

Witajcie. Dłuższy czas mnie tu nie było, co nie znaczy że o Was zapomniałam. Dużo się działo przez ten czas. Rehabilitacja złamanej ręki, późnij dużo dużo pracy zawodowej co odbiło się na problemach z kręgosłupem. Obecnie się rehabilituje ale z marnym skutkiem nieraz. Lecz skoro tu jestem i ja to trochę energii. Z racji moich ostatnich trudności zdrowotnych dużo niestety muszę odpoczywać. I tu nie mam na myśli mojego ulubionego odpoczynku aktywnego ale dla wielu przyjemne leżenie na kanapie. Było by to całkiem okej, gdyby nie fakt bólu i dyskomfortu. Wiele czynności nie mogę robić a wiele wymaga ode mnie mojej motywacji i zaciśnięcia zębów z bólu. Wciąż sobie powtarzam , że to co się dzieje teraz ma jakiś ukryty sens i znaczenie, które poznam w przyszłości. Podobnie było z ręką. Wkurzałam się, że jestem niesamodzielna ( na początku) a potem odkryłam że wiele rzeczy można robić drugą ręką. I jaka może być frajda krojenia sałatki lewą ręką i to nawet lepiej niż prawą. I w tych trudnych tygodniach w gipsie zaczęłam szukać odpowiedzi, czemu mi się to stało. I faktycznie znalazłam po czasie. Dostałam bardzo bolesną lekcję by zatrzymać się, odpocząć i pracować nad swoją niezależnością. Ta niezależność jest bardzo motywująca ale nieraz bardzo wkurzająca. Właśnie przez nią , poleciałam na lodzie i złamanie z przemieszczeniem. 7 tygodni unieruchomienia daje do myślenia. Dziś gdy patrzę na to z perspektywy czasu, wiem, że był mi potrzebny ten czas. Na oddech, na pomyślenie i na moją kreatywność. Dzięki temu nauczyłam się pisać drugą ręką, zawodowo też się rozwinęłam. Choć nie mogłam za szybko pisać to mogłam słuchać. I dziś gdy walczę z bólem i moją ruchomością stawów cieszę się każdą minutą poprawy. Czasem to jest spacer 10 minutowy bez bólu w wyprostowanej pozycji. Czasem to godzinny spacer po łące i lesie. Czasem to możliwość ugotowania azjatyckiego dania. Można by powiedzieć, że to szukanie niepotrzebnych rzeczy i zaśmiecanie głowy głupotami. A ja jednak uważam, że wszystko to co się dzieje ma sens i jest po coś. Zwykłe spotkanie, rozmowa czy listek na wietrze. Wszystko zostało stworzone, by istnieć i byśmy mogli to spotkać. Rozmowa z dawno nie widzianym znajomym, spotkanie sąsiadki spod siódemki czy wymiana numerów z dawną miłością. Po co ? Po to, że w tym danym momencie życia jest to nam potrzebne. Może właśnie z obcym porozmawiamy o naszym problemie i odnajdziemy rozwiązanie. Może to właśnie insta story w mediach społecznościowych uzmysłowi nam dokąd zmierzamy. Może to właśnie upadek i siniak otworzy nam oczy na to czego nie chcieliśmy widzieć. Te trudne doświadczenia, spotykane sytuacje czy odczuwany ból ma spowodować że coś zrozumiemy. Dziś oglądając jedną z relacji w mediach społecznościowych o relacjach w rodzinie i ich toksycznych zależnościach przypomniałam sobie słowa mojego fizjoterapeuty sprzed miesiąca ” Patrząc na Panią widzę, że nosi Pani wielki ciężar na swoich barkach. W Pani oczach widać smutek i zniechęcenie a Pani słowa mówią o walce i nadziei. Proszę pozbyć się tego ciężaru to i kręgosłup będzie mógł się rehabilitować”. Słowa wtedy nie podziałały na mnie jakkolwiek. Miałam zjazd emocjonalny tygodniami bólu. Lecz po paru dniach poczułam ich sens. Prześwietliłam swoje życie pół roku wstecz. I faktycznie nosiłam brzemię, które czasem utrudniało oddychanie. Postanowiłam je zrzucić z siebie . I wiecie co, słowa fizjoterapeuty okazały się prorocze. Po zrzuceniu tego, mój kręgosłup nie odpuścił ale moja psychika tak. Poczułam się lżejsza o 10 kg .Już nie reagowałam stresem na każdy dźwięk telefonu, już nie trzęsłam się na wyjazd, już nie bałam się rozmów z tymi osobami. Moja siła znów mnie nie zawiodła. Jak w powiedzeniu ” Co nie zabija wzmacnia” nie do końca jest prawdą. Może nie zabija fizycznie ale może wykańczać kawałek po kawałku. Naszą psychikę, naszą siłę, naszą wewnętrzną odwagę i nasz wewnętrzny spokój. To jak układać puzzle , mimo, że tworzą jedną całość jest między nimi przerwa. Gdzieniegdzie pogniecione, gdzieniegdzie starte, tam ułamane a gdzie indziej wklęsłe. Tacy jesteśmy jako ludzie. Każdy z nas nosi z sobą swoją powieść o życiu. Każdy miał inne zakręty, doły, inne wskazówki czy znaki po drodze. Po drodze spotykaliśmy ludzi którzy nam dali lub zabrali. Z niektórymi się śmialiśmy a u niektórych płakaliśmy. Jedni dali nam życie, inni je nam utrudniali. Każdy jednak daje nam lekcje. To od nas zależy ile weźmiemy z tej lekcji co z niej weźmiemy dla siebie i co z tym zrobimy dalej. To jak pójście na studia. Nie wystarczy słuchać wykładowcy, notować i zdać egzamin na piątkę. Istotne ile faktycznie się nauczymy i będziemy chcieli wcielić w praktykę. Przyjaźnie, miłostki, rodzina, znajomi, współpracownicy, obcy na ulicy, nieznajomi w sieci, przeczytane historie, życiorysy czy obejrzane filmy. To wszystko jest nasz czas życia na Ziemi. To jest nasze tu i teraz. Nasze życie. I nasza codzienność . To jak żyjemy z kim rozmawiamy i co czujemy. Coraz częściej zapominamy o naszych własnych odczuciach i emocjach. Tak bardzo chcemy się wpasować w puzzle życia innych , że zapominamy o sobie. Zapominamy, że wolimy kino od imprez u znajomych. Zapominamy jak to jest leżeć na trawie , bo wciąż gonimy nowe projekty. Przeglądamy tylko zdjęcia w albumie czy na relacjach w mediach społecznościowych, bo nie chcemy być tą pierwszą co się odezwie do kogoś. Wciąż gdzieś pędzimy. Wciąż z nosem przy telefonie, wciąż na łączach wciąż dostępni dla wszystkich. Na urlopie czy w wolny dzień podglądamy życie innych zazdroszcząc im lepszego. Sami rzadko mówimy o tym co potrzebujemy czego pragniemy, bo to niemodne. I dopiero w chwili gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego uświadamiamy sobie gdzie i kim jesteśmy. Dopiero wtedy lecz dobrze, że przychodzi opamiętanie. Dobrze, że choć wtedy myślimy o sobie. I tak było też i u mnie. Całe życie dla innych. Całe życie dostępna dla rodziny, przyjaciół, znajomych czy całkiem obcych. Jeden telefon rzucałam wszystko i jechałam pomagać. I tak mijały całe lata. Nie nie czułam się wykorzystywana , czułam się potrzebna i niezastąpiona. Lecz żyłam w iluzji, którą inni dla mnie narysowali. Kiedy raz czy dwa odmówiłam okazywało się, że jestem nieżyczliwa czy nie rodzinna. Dopiero rok 2016 okazał się przełomem. Choć był dla mnie mega trudny i chyba najtrudniejszy w całym moim życiu. Decyzje wtedy podjęte były najpiękniejszym ziarnem jakie zasiałam. Mimo wylanych łez, przepłakanych nocy, setek trudnych rozmów i poznaniu kilku fantastycznych ludzi ten rok 2016 był przełomem. Zrozumiałam kim jestem dokąd dążę a przede wszystkim zaczęłam wsłuchiwać się w siebie. Nie było to łatwe tym bardziej, że wokół mnie byli ludzie, którzy nadal chcieli mnie kontrolować i mną manipulować. Moja zmiana była dla nich również trudna i niezrozumiała. Nie potrafili, nie chcieli albo zwyczajnie nie umieli zaakceptować nowej mnie. W tym chaosie własnych myśli, traum przeszłości i opuszczeniu mnie przez kilka osób spowodowało, że zapragnęłam zmiany. Zapragnęłam poczuć siebie. I wiecie co udało się!!! Dużym kosztem ale wartym. Dziś jestem bardziej świadomą siebie osobą i nadal mam dni czy miesiące dla innych ale tym razem jest to za moją zgodą. Robiąc dla innych jestem, zgodna ze swoimi przekonaniami a nie dlatego, by innym było dobrze i by byli zadowoleni. Teraz w tym czasie dysfunkcji ruchowej również myślę o tym. I wiem, że są plusy tej sytuacji. Nauczyłam się odpoczywać nic nie robiąc. Po prostu leżeć. Nie czytać, nie uczyć się – zwyczajnie odpoczywać. Jeszcze bardziej doceniam możliwości aktywności gdy jest się ruchliwym.

Kochani ten dzisiejszy post kieruje szczególnie do tych co obecnie przeżywają jakąś trudność. Kieruje do tych co mają jakąś wątpliwość czy niezdecydowanie. Chcę Wam przekazać, że warto starać się. Warto krok po małym kroczku iść do przodu. Nie patrzeć na to, że inni robią to szybciej czy energiczniej. Robić to we własnym tempie, we własnym czasie. Nie jesteśmy na maratonie, kto pierwszy ten wygrywa.. Życie to nie maraton. Życie to kartka papieru do zapisania . Jest jak powieść , tyle jest w księgarni a wciąż powstają nowe. Właśnie dlatego, że życie jest fascynujące i piękne w całej swej okazałości. I mimo dzisiejszego trudu czy bólu czy innego nie komfortu warto żyć. Warto się starać dla siebie, dla swojego zdrowia, dla swojego ducha i dla swojej psychiki. Jesteśmy istotami rozumnymi i mamy możliwości decydowania o sobie. Bądźmy dla siebie dobzi. Pochwalmy się i spójrzmy na siebie korzystnie. Jesteśmy cudami życia i żyjmy z całych sił. Póki żyjemy mamy możliwości. Dlatego żyj z całych sił. Przede wszystkim dla siebie. Bo gdy inni odejdą, Ty zostaniesz. I dobrze jak będziesz mógł spojrzeć na siebie i powiedzieć do lustra ” Lubię cię”.

Bądź dumny z bycia sobą. Sięgnij po siebie. Sięgnij po energię płynącą z Twojego wnętrza. Sięgnij po szczęście. Tak. Bo szczęście jest w Tobie , nie w ludziach. Aby móc być szczęśliwymi z innymi trzeba nauczyć się być szczęśliwymi z sobą.

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.