Kategorie
Charytatywnie codzienność miłość przemyślenia wartości z życia wzięte życie

Podzielmy się

Witajcie Kochani. Dziś Mikołajki Czas radości, czas obdarowywania się prezencikami czy po prostu spędzeniem czasu razem. Ten czas jest prezentem wartością najwyższą – nie do kupienia, nie do zwrócenia. I właśnie to obdarowywanie innych nieraz sprawia większą przyjemność niż kupowanie sobie. Ten czas na wymyślenie odpowiedniego prezentu, szukanie a potem opakowywanie i czekanie na reakcję. I ta radość, uśmiech, ekscytacja – daje największą frajdę. Obdarowywanie innych to przyjemność i dar.

Taki Miał być wstęp. Lecz się rozpisałam i nadeszła północ . I już nie ma niedzieli, weekendu, ale nadszedł Poniedziałek. Zatem witajcie w nowym początku tygodnia.

I właśnie też piszę do Was dziś z prośbą właśnie o podzielenie się. O chęć podarowania małej cząstki tego co posiadacie lub kupienie czegoś z własnych zasobów. Wiem, że czas jest trudny. Ludzie tracą pracę, chorują, trafiają do szpitala. Nie możemy swobodnie wychodzić z domu, spotykać się z przyjaciółmi. Lecz są jeszcze istotki, które nie mogą pracować bo są za małe. Nie mają domu, bo zostały wyrzucone. Przestali ich kochać, bo gryźli meble. Pozostawieni na pewną śmierć… A jednak są dobzi ludzie na świecie, którzy ich przygarnęli. Otoczyli miłością, troską, opieką lekarską. Dali ciepły i suchy kąt do spania i miskę pełną do jedzenia. Z każdym dniem uczą zaufania i przełamywania lęki. Że człowiek nie jest zły z natury … Że są ludzie dobrego serca. Tymi istotkami są drogie i mojemu sercu psiaki. To one nie mówią, a rozumieją. Nie mają rozumku homo sapiens a jednak wiele wiedzą. Są zdane na człowieka . I albo będzie ich przyjacielem albo katem. Lepiej jak w wersji pierwszej, lecz nie zawsze tak jest. Opowiem Wam pewną historię.

Kilka lat temu zbierałam się do adopcji małego brązowego miziastego psiaka bokserka. Znalazła mnie fundacja, która zajmowała się bokserami w potrzebie. I pewnego grudniowego dnia pojechałam po niego prawie 500 km. Przywitało mnie rodzeństwo brązowych słodkich kulek. Jeden z nich najbardziej miziasty zasadził mi się na kolana i było już po mnie. Pojechał ze mną do mojego miasta. Od pierwszych dni stał się członkiem rodziny. Od jego opiekunów w fundacji dowiedziałam się w jakich warunkach żył. Zarejestrowana hodowla FCI a psiaki w jednym pomieszczeniu spały, jadły i się załatwiały. Pomieszczenie małe bez okien, bez spacerów, bez socjalizacji. Zwykły rozród matki suki dla kasy. Niestety przykre, ale prawdziwe. Mój boksio z czasem okazało się, że miał wady serca poważne, bał się szeleszczących rzeczy, podniesionych rąk. Lecz każdego dnia, tygodnia, miesiąca dbałam o niego jak potrafiłam. Lekarze, badania, leki i dużo miłości i opieki. Wyrósł na cudownego psiaka, przyjaciela w każdym momencie. Gdy byłam smutna przychodził się przytulać, lizał ręce i patrzył swoimi oczkami jak by chciał powiedzieć „Nie mogę Ci pomóc, ale jestem”. T obecność czasem wystarczała. Właśnie to, że był. Gdy wracałam z uczelni, pracy czy wyjazdu. On zawsze był. Niestety nie mógł ze mną podróżować, ze względu na serce. Był ze mną 5 lat i 4 miesiące. Odszedł na moich rękach…. Rak z przerzutami… Mimo leczenia , pod koniec się męczył. Nie pomagały leki przeciwbólowe …… Pewnego dnia widziałam jego cierpienie, które osiągnęło szczyt. On się nie skarżył. Nie piszczał, nie wył. Nawet jadł tego ostatniego dnia. Poszedł na balkon, ale już nie był w stanie spać. Leżenie sprawiało mu ból … Jednak największym bólem była moja bezradność i świadomość, że aby mu ulżyć, muszę pozwolić mu odejść. Gdy teraz wspominam tamten czas, łzy płyną. Nie z powodu błędnej decyzji, ale z tęsknoty. Choć wiem, że teraz jest szczęśliwy na pieskiej łące. Pewnie się zastanawiasz się dlaczego o tym pisze. ? Skoro to blog o pozytywnym nastawieniu a ja pisze o bólu. Już spieszę wyjaśnić. Ból, cierpienie jest częścią naszego życia. A psiaki to jest ich największy minus żyją krócej od nas. Ale uczą nas cieszenia się tu i teraz. Pies nie myśli o jutrze. Nie planuje. Nie snuje marzeń. Po prostu je realizuje. Ma ochotę skubnąć trawkę- skubnie. Ma ochotę zapolować – poluje. Ma ochotę zjeść pakę chipsów- je. Nie myśli o konsekwencjach ale tez potrafi współodczuwać emocje swoich opiekunów. Smutek, radość – pies czuje i reaguje jak potrafi by być z opiekunem blisko. Od odejścia mojego ukochanego psiaka miałam żałobę. Tak taką normalną żałobę jaką przechodzi człowiek po odejściu bliskiej osoby. Było zaprzeczenie i opłakiwanie i godzenie się i powrót do życia. Wtedy sądziłam, że nie będę w stanie pokochać innego psiaka jak jego. I faktycznie tak jest. Od kilku miesięcy jest ze mną psiak- suczka również z adopcji. Sunia wraz z rodzeństwem swoim została porzucona na pewną śmierć w rowie- przez człowieka. Pewnie ich suka „puściła się” z jakimś psem, zaciążyła i oo kłopot. Niestety ludzie tak o tym myślą, nie biorąc odpowiedzialności. I pewnie by leżała w tym rowie i umarła, lecz pojawiła się pewna osoba i przygarnęła je pod swój dach. Dała suchy kat do spania. Pełną miskę do jedzenia. Opiekę weterynaryjną i pokłady miłości i cierpliwości. I tak mijały dni, tygodnie, miesiące gdy wraz z innymi psiakami dorastała w Zaciszu. Później pojawili się ludzi chcący ją adoptować. I niestety ( stety bo tak by suni nie było ze mną) adopcja się nie udała. Sunia wróciła do Zacisznego z traumą, że człowiek jest zły. Kolejne dni , tygodnie, aby pokazać suni, że wcale tak nie jest. Potem pojawiłam się ja. Gdy ją zobaczyłam, wiedziałam że będzie u nas. Przestraszona, stroniąca od ludzi i innych psów. Wycofana ale na próbę kontaktu 1:1 reagowała dobrze. Nieufna, przestraszona ale jak by chciała powiedzieć „Przychodzisz na chwilę ale i tak mnie zostawisz”. A jednak nie spełniło się suni myślenie. Wzięliśmy sunie i przywieźliśmy ją do nas. Prawie 300 km w jedną stronę. Całą drogę przespała. Pierwsze dni były trudne i dla niej i dla nas. Ja po raz pierwszy miałam suczkę. Dla niej nowy dom, nowe zapachy, nowi ludzi. Wszystko obce. Teraz z perspektywy kilku miesięcy sunia jest nie do poznania. Coraz pewniejsza siebie, otwarta na kontakt z ludźmi. Praca z behawiorystami, cierpliwość i nasza miłość czyni cuda każdego dnia. Każdego dnia ona uczy nas a my uczymy ją. Taka wzajemna wymiana. Nie oddałabym jej za żadne pieniądze i nikomu. Kocham ją, kochamy. Ktoś by zapytał, czy faktycznie nie pokochałam jej bardziej niż boksia. Odpowiedziałabym, że nie. Ja również dojrzałam. Każdego kocha się inaczej i wcale nie oznacza, to, że mniej czy bardziej po prostu inaczej.

Z tego miejsca chciałabym podziękować właśnie tej osobie, która uratowała moją sunię i wiele innych psiaków. Dominika dziękuje Ci, że każdego dnia poświęcasz swój prywatny czas. Dziękuje Ci, że dajesz swoje serce tym psiakom. Dziękuje, że pokazujesz im, że człowiek może być dobry. Dziękuje, że w Twoim domu mogą znaleźć schronienie psiaki porzucone, znalezione w lesie czy wyrzucone na śmietnik. Na swojej stronie piszesz, że masz Dar odnajdywania psiaków porzuconych. Tak, to Twój Dar i misja. I piękne jest to co robisz. Dziękuje

Z tego miejsca też chcę prosić Was Kochani Czytelnicy o podzielenie się. Podzielenie się kawałkiem koca, maskotką, czy miską jedzenia. Podzielenia się złotówką i kawałkiem mięska. Podzielenie się dobrem z tymi psiakami, które mają tylko nas ludzi – dobrego serca. Kilka dni temu zorganizowałam na Facebooku zbiórkę na rzecz pomocy tym psiakom. Szczegóły o Zacisznym znajdziecie na stronie http://zacisznytymczas.pl/oraz na Facebooku. Pod tym linkiem znajdziecie szczegóły zbiórki i tego co potrzeba i jak można pomóc. https://www.facebook.com/events/170914428106376 . Zbiórka, którą ja organizuje trwa do Świąt Bożego Narodzenia. Zgromadzone rzeczy zostaną dostarczone do Dominiki. Lecz pomóc możecie teraz czy później. Czas jest zawsze dobry do podzielenia się miłością.

Każda pomoc nawet najmniejsza jest ważna. I tak jak napisałam na wstępie- obecność jest też prezentem. Kochani Czytelnicy mieszkacie w różnych zakątkach Polski i nie tylko, dlatego stąd pomoc na taką skalę. Czy przyłączy się 5 ,10 czy 100 osób do zbiórki to będzie super. Podzielmy się radością. Podzielmy się miłością. A psia miłość wyzwoli w Tobie pokłady o których nie miałeś pojęcia.

Jeszcze słów kilka o naszej relacji z sunią. Co ja jako pedagog z wykształcenia i z zawodu się nauczyłam i czego się uczę na co dzień

–> cierpliwości

–> innej perspektywy. To ,że wychowałam się wśród zwierząt ( psów, kota, myszki, papug, żółwia, gekona, rybek, świnki morskiej, królika) nie oznacza, że mam wystarczającą wiedzę. Żyjąc, poznając sunię nauczyłam się nowej perspektywy patrzenia na świat jej oczami

–> radości z codziennych chwil. Ze spacerów, chodzenia po trawie, poznawania nowych miejsc. Rozmów z sąsiadami, szukania nowej wiedzy, chęci rozwoju. Cieszenia się z tu i teraz

–> motywacji do wstawania gdy na dworze plucha i deszczowa aura. Motywacji do życia, gdy wokół tyle zakażeń i niepewności jutra

–> wielu sytuacji, gdy czułam się bezradna w dotarciu do niej, przełamania lęku. Walki ze stereotypami, innym ludźmi mówiącymi, że sobie nie poradzę, że wzięłam sobie kłopot, że nie podołam. A jednak dałam rade. Dla siebie, dla niej – dla naszego lepszego życia

–> wielu niecodziennych sytuacji, bez liku wybuchów radości, śmiechu, spalonych kalorii, kilometrów spacerów

Za nic nie oddałabym tego czasu wspólnie spędzanego i wspólnej nauki siebie wzajemnie i świata wokół. Czas epidemii jest trudny dla wszystkich. To nasza dziwna rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. Lecz właśnie może to jest tak teraz potrzebny czas by zrozumieć co jest ważne i istotne. By cieszyć się tym co się ma. By móc dzielić się tym co się posiada. Że nie ma większej wartości niż życie.

Zatem jeszcze raz Kochani proszę Was o wsparcie dla Zaciszaków . One nie powiedzą Dziękuje ludzkim głosem, ale ich ogon i pełne brzuszki i merdający ogon powiedzą więcej niż tysiąc słów. W imieniu moim i naszej suni dziękujemy za dotrwanie do końca artykułu i za wsparcie. Bądźcie zdrowi i się trzymajcie energii słońca.

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.