Kategorie
codzienność człowiek relacje

Glinianka

Witajcie w lipcowe popołudnie . Nadszedł ulubiony dla wielu miesiąc. Ciepło, słońce, dla wielu urlopy wyczekiwane a dla młodzieży wakacje. I tak w tym popłochu załatwiania różnych spraw i codziennej rutynie nieraz doświadczyłam „Glinianki”. Wcale nie mam tu na myśli glinianego garnka czy tarzana w dżungli. Lecz właśnie ta wspomniana „glinianka” towarzyszy nam w życiu. Lecz może od początku. Gdy przychodzimy na świat, genetycznie jesteśmy wyposażeni w pewne rzeczy. Jasna karnacja po rodzicach czy niespokojny płacz po nerwowej ciąży. Są na to dowody naukowe i publikacje medyczne w jaki sposób ciąża wpływa na płód i rozwijające się dziecko. Rodząc się, dostajemy w darze geny naszych rodziców i ich dziadków. Nie rzadko również obciążenia w postaci chorób czy alergii. I tak dzień za dniem otrzymujemy kolejne dawki wychowania. W momencie rozwiniętej naszej świadomości i tożsamości podejmujemy własne wybory i decyzje. Stajemy się odpowiedzialni i z czasem sami decydujemy o naszym życiu. Lecz czy do końca sami ? Przez x lat rodzina, znajomi, towarzystwo szkolne i inni ludzie coś nam dawali i coś odbierali. Pierwsze przyjaźnie, miłości i pierwsze cierpienie. Wzorce z domu rodzinnego nie zawsze są kulą szczęścia i radości. Nieraz powodują dyskomfort i chęć „uwolnienia się”. Z posagiem doświadczeń chcemy zmienić świat, swoje życie by stało się cudownym stanem. Lecz początki mogą być trudne po przejściach, które zamiast wzmocnień spowodowały upadki. I tu właśnie metafora „glinianki- z czego zostałeś ulepiony tak trwasz.”. Na naszej drodze poznajemy wielu ludzi. Codziennie mijamy ich na ulicy, w sklepie, w autobusie. Mówimy zdawkowe „dzień dobry” a z niektórymi umawiamy się na pogaduszki przy kawie. Z jednych relacji tworzy się piękna więź budowana przez dwie osoby z innymi, rozstajemy się na najbliższym przystanku w drodze do pracy. Można by rzec, że to przykre i pewnie tak jest. Lecz ważne by budować więzi z osobami, które nas nie opuszczają przy nadarzającej się okazji. Zawsze powtarzam, że prawdziwy przyjaciel to nie ten , który się cieszy z naszego szczęścia lecz ten kto płacze w naszym smutku. I mimo, ze smutek, żal, strata nie jest pozytywnym stanem emocjonalnym to właśnie w nim i po nim okazuje się kto nas wspierał. Kto podawał nam kolejna chusteczkę by otrzeć nasze łzy. Kto wysłuchiwał setny raz tej samej historii. Kto wyciągał nas z dołka byśmy nie patrzyli w ściany. I właśnie dlatego warto tą „glinę” wciąż wzmacniać i pielęgnować. Nawet po bardzo trudnych doświadczeniach można poznać w życiu osoby, które wraz Tobą pójdą mimo chłodu deszczu i wiatru. Bo w tym cały sęk, by zmieniać nie tylko innych i świat dookoła lecz przede wszystkim siebie.

Boli nas gdy przez kilka lat pielęgnowaliśmy relację czy to przyjacielską czy partnerską czy rodzinną z krwi i kości a pewnego dnia , ktoś nas zawodzi. Czujemy żal, przykrość, niechęć do wszystkiego. Zaczynamy się obwiniać, szukać rozwiązania, prosić, wspominać dobry czas lecz to za mało. Wciąż czujemy jak serce nas boli i czujemy się niekomfortowo. Zadajemy sobie pytania „dlaczego” i głucha cisza. To boli. Nie ma lekarstwa na zranione serce. Mówią, że czas leczy rany. Ja myślę, że zabliźnia wspomnienia o niej, ale nie leczy. Ważne myślę, by w tej sytuacji nie stracić do siebie szacunku i nie poniżać się prosząc kogoś by został w naszym życiu. Bo jeśli ta osoba postanowiła odejść, nasze błagania tego nie zmienią.

I na koniec cytat Marka Aureliusza

Boże daj mi cierpliwość , bym pogodził się z tym – czego zmienić nie jestem w stanie

Daj mi siłę, bym zmieniał -to co zmieniać mogę

I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego”

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.