Kategorie
codzienność człowiek przemyślenia

Dobro ze złego

Witajcie 🙂

 

Parę dni temu rozmawiałam z znajomą terapeutką i dopiero teraz uzmysłowiłam sobie jej słowa. Może chwilę o jej życiorysie. Jest żoną i matką. Jest szczęśliwą kobietą. Pracuje wykonując pracę, która daje jej satysfakcje. Skończyła studia, kilka kursów, prowadzi samochód i ma własne mieszkanie. Z grubsza można by stwierdzić, że jest spełnionym człowiekiem, której nic nie brakuje, nic nie doskwiera. A jednak. Czasem gdy zamyka oczy to wyobraża sobie, że ma kochającego ojca, który dał jej wspaniałe dzieciństwo. Który budował z nią zamki z piasku. Który siadał z nią na drzewie i opowiadał historie. Który otaczał ramieniem i służył radą, gdy chłopaki zaczepiali ją w szkole. Lecz gdy otwiera oczy czar pryska i wraca na ziemię. Nie było ojca, o którym marzyła, choć ojca posiada. Dziś patrząc na tego, dzięki któremu jest na świecie , jest jej mu żal. Wybaczyła krzywdę jaką jej wyrządził odbierając dzieciństwo na poczet alkoholizmu, który był najważniejszy w jego życiu. Tak mojej znajomej ojciec jest i był alkoholikiem. To straszny, okropny nałóg, który niszczy nie tylko pijącego lecz również rodzinę- czyli najbliższe otoczenie.  Cierpią na tym szczególnie dzieci. Te dzieci staną się kiedyś dorosłymi osobami z bagażem dzieciństwa. Niestety często rodzic pijący nie daje dziecku tego, czego on potrzebuje. Lecz do rzeczy, bo się rozpisze nie o tym co chciałam. Moja znajoma jest terapeutką, prowadzi spotkania wspierające dla bliskich alkoholików. Sama jest DDA zatem to co mówi, nie jest wyczytaną formułką z książki. Przez to jest autentyczna i dzięki temu potrafi zrozumieć inne osoby, przechodzące przez podobne piekło. Rozmawiając z nią czuć głębię z jaką poświęca się pracy z ludźmi.  Jeszcze paręnaście lat temu nie sądziła, że ona zalękniona, zagubiona pełna złości kobieta, będzie tą osobą , którą jest dziś.To spotkanie pokazało mi, że każde wydarzenie z przeszłości można stać się naszym motorem do zmiany własnego życia. Część naszych doświadczeń nie jest opasana wstęgą radości , lecz właśnie smutku czy łez. Niegdyś też uważałam, że łzy są oznaką słabości i nie można ich okazywać innym, by oni nie mieli nade mną przewagi. Myliłam się i dziś jestem świadoma tego i gdy płaczę nie czuje złości na siebie lecz odwagę, że potrafię okazać swoje stany emocjonalne. Odwaga w dzisiejszych czasach dla wielu oznacza rezygnację z własnych wartości, przejęcie dekalogu innych wyżej postawionych. Odwagą nie jest już wstawienie się za kobietą, gdy zaczepiają ją podchmieleni panowie. Odwagą nie jest powiedzenie swojego zdania czy przeciwstawienie się szefowi, który stosuje mobbing. Czasy się zmieniły i ludzie się zmieniają.

Lecz wspominając moją znajomą doszłam do wniosku, że nawet trauma może w przyszłości dać pozytywny oddźwięk. Kwestia uporania się z „demonami” przeszłości. Czasem w tym pomaga sesja terapeutyczna czasem przepracowanie samemu a czasem spotkanie na swej drodze , kogoś przed kim nie będziemy musieli udawać. Dla kogoś dla którego będziemy i to wystarczy.

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.