Kategorie
choroba czy wyzwanie codzienność optymistycznie Słowa niosące Wiarę trudne sprawy z życia wzięte zdrowie

Gips to nie koniec świata

Witajcie

Po miesięcznej przerwie znów do Was zawitałam. Nie nie zapomniałam o Was ani nie straciłam zapału do pisania. Lecz jak to w życiu czasem coś nas zaskakuje na tyle, że musimy na nowo nauczyć się funkcjonować. W lutym uległam wypadkowi a on spowodował założenie mi gipsu na moją rękę od palców aż za łokieć. Jestem praworęczna, więc gips bardzo utrudnił mi życie. Na dodatek nie wzięłam zwolnienia lekarskiego, więc w trybie home office nadal pracowałam. Ale jak to robić z jedną ręką. Każda nawet prozaiczna czynność ubierania się, mycia czy zaparzania herbaty. Pierwsze dni to oswajanie się z bólem i kilkukilogramowym ciężarem. Po oswojeniu się stwierdziłam, że skoro przez najbliższe kilka tygodni nic się nie zmieni, to lepiej to zaakceptować. Zaczęłam szukać pozytywów w tym moim stanie. Niektórym wydawało się to dziwne i specyficzne. Kwestia szukania pozytywnych aspektów jest nieraz trudna gdy wokoło tyle złego. Sam fakt, że ponad roku żyjemy w czasach epidemii, zakazów, nakazów, obostrzeń rządu, większej ilości osób chorujących. Jesteśmy wciąż w stresie, nie wiedząc co przyniesie jutro. Nie jesteśmy w stanie za wiele planować. Czasem niektóre dni dłużą się jak miesiące. Ile cierpienia w szpitalach, ile niepokoju w oczach ludzi, ile strachu o życie swoje i bliskich. W momencie jak dzieje się coś złego, ktoś choruje , poziom wykształcenia czy miejsce zamieszkania nie ma żadnego znaczenia. Ludzie o większym statusie materialnym i ludzie przeciętni majętni są sobie równi. Nie ma podziałów na lepszych i gorszych. Chorowanie czy bycie unieruchomionym w gipsie jest niekomfortowe dla chorującego ale też może dotykać bliskich. Każdy inaczej reaguje na naruszoną niezależność. Mi osobie z wysokim poziomem tej cechy i wady zarazem było bardzo trudno. Jak wspomniałam wiele czynności sprawiało mi trudność i wiedziałam, że bez drugiej osoby sobie nie poradzę. Odkręcenie butelki z wodą, zjedzenie posiłku, uczesanie się, odkurzenie dywanu czy założenie kagańca na wyjście do weterynarza stanowiło wejście na górę lodową w klapkach. Bez męża, który wyręczał mnie i był pomocą było mi łatwiej. Lecz nadal w sobie czułam, że nie jestem już taka samodzielna. Postawiłam sobie różne cele do osiągania. Pierwszym z nich była nauka pisania lewą ręką. Pierwsze słowa to były krzaczki liter. Lecz z każdą godziną codziennych ćwiczeń był progres. Teraz po 7 tygodniach w gipsie, jestem w stanie się podpisać czy napisać kilka zdań. Oczywiście nie jest to kaligrafia, ale każdy bez problemu to odczyta. Również domowe czynności nie stanowią dla mnie problemu. Gotuje, piekę ciasto, ogarniam psa na spacer, trenujemy na dworze, nawet nauczyłam się robić makijaż lewą ręką. Ktoś zapyta po co, skoro za chwilę ściągną mi gips. Po pierwsze dlatego, że wzmacniam moją lewą rękę, po drugie dla siebie samej, a po trzecie by kolejne tygodnie skupić się na rehabilitacji i wróceniu do sprawności. Ja mam charakter lwicy, która się nie poddaje, lecz niektórzy mają chwile załamania czy zwątpienia. Zdania „Weź się w garść”, uwierzcie mi nie motywują. Najlepiej pytać się wprost takiej osoby „Co mogę dla ciebie zrobić, by Cię odciążyć?”. Takie pytanie nie pokazują dysfunkcji tej osoby, a wykazują naszą empatię i chęć pomocy. To ważne. Nie każdy umie prosić o pomoc czy ją przyjmować, bez poczucia winy.

Kochani wiecie , że u mnie można znaleźć pozytywną energię, ale też optymistyczne przesłanie. W każdej nawet najtrudniejszej sytuacji można znaleźć coś dobrego. Czasem potrzebujemy czasu by dojrzeć, czemu coś bardzo przykrego musiało się stać. To nas uczy. Ja podczas 7 tygodni w gipsie znalazłam oto takie plusy posiadania go :

–> służy jako podpórka pod książkę

–> dobra drapaczka drugiej ręki

–> służy jako podstawka pod telefon

–> można położyć na gips poduszkę i mieć wyżej głowę podczas spania

–>można czegoś nie robić ( np u mnie zmywanie naczyń) z powodu gipsu

Pewnie jeszcze by się coś znalazło. A zatem Kochani szukajcie pozytywów, tam gdzie na pozór nie widać słońca. Ono jest tylko gdzieś się ukryło.

Lecz życie nigdy prostym nie było, co nie znaczy, że zawsze jest bolesne. Na wiele sytuacji, zdarzeń- mamy wpływ. Mamy wpływ na ludzi z którymi współżyjemy. I mamy wpływ na relacje, które tworzymy. Przyjaźń, miłość to fundamenty dzisiejszego świata. I właśnie bez tego nie udźwignęłabym tej próby. Tego balastu, który mnie osłabiał. Lecz właśnie z siłą wlewaną od innych- dałam radę. I tą siłę staram się dzielić i rozdawać na co dzień. W mojej pracy zawodowej, życiu prywatnym czy tutaj dla Was.

Kochani, nie wiem w jakiej sytuacji obecnie jesteście czytając to. Nie wiem czy jesteście zdrowi czy chorzy. Czy w Waszych sercach jest radość czy smutek. Czy może tęsknicie za czymś lub do czegoś. Lecz obojętnie co robicie i gdzie jesteście mam dla Was wiadomość – dziś jest dniem na który masz wpływ. Dziś jest dniem, w którym możesz coś zmienić. Odważyć się na coś, na co wczoraj odwagi nie starczyło. Dziś jest dzień, by zrobić pierwszy krok. Tylko dziś! Jutro jest niepewne. Nie wiesz co się wydarzy. I ja tego nie wiem. Lecz właśnie w tym jest piękno ukryte – Każdy dzień traktuj jak dzień tu i teraz. Lecz wiedz, tylko dziś możesz działać i masz na to czas. Jutro nie wiadomo co będzie, i może zabraknąć Ci tego czasu. Dlatego działaj dziś i ciesz się tym co masz.

Życzę Ci zdrowia i przyjmij energię jaką do Ciebie wysyłam.

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.