Kategorie
choroba czy wyzwanie codzienność człowiek emocje przemyślenia pytania i odpowiedzi relacje trudne sprawy z życia wzięte zdrowie życie

Dlaczego choroba może przynieść coś pozytywnego?


Witajcie

Dłuższy czas zbierałam siły, by napisać ten artykuł. Tematyka trudna, lecz w naszym życiu często obecna. Bez względu na wiek, poziom wykształcenia czy miejsce zamieszkania. Bez względu na status społeczny, bycie singlem czy mężem czy też zainteresowania. Problem ten dotyka każdego człowieka i każde żywe istnienie. Choroba …. Temat trudny a jeszcze trudniejsze funkcjonowanie z nią . Jest niekomfortowy dla istoty chorującej lecz również dla bliskich. Człowiek chory może walczyć albo się poddać. Dla bliskich każda decyzja jest trudna. Wymaga wsparcia i niekiedy pomocy. To trudny czas dla wszystkich . I żeby nie być gołosłowną, w tym co piszę- w ostatnim czasie miałam tego dowód.

Ktoś z bliskich mi , ciężko zachorował. Cały świat stanął na głowie. Operacje, szybkie decyzje, problem z usiedzeniem w pracy i z skupieniem uwagi, środki na koncie, które szybko się kończyły i kolejne wydatki. Stres, niepokój i strach, czy przeżyje. Nadzieja od lekarza i od cierpiących oczu. Ta siła do walki i do życia. A ja w tym pośrodku. Poniekąd odpowiedzialna za to życie. To ja podejmowałam decyzję o zgodzie na operację, to ja podawałam leki, które nie zawsze działały. To ja uciskałam klatkę, gdy odma w płucach się tworzyła. Z zawodu pedagog, a nagle stałam się pielęgniarką, pełniąc dalej swoje role. Pracowałam, zajmowałam się domem, sprzątałam, gotowałam. Nie było mnie jedynie dla przyjaciół i rodziny. Nie miałam ani czasu ani ochoty ,by wyjść na kawę, bo moje myśli były przy tym, który cierpiał i walczył. Mało spałam, w nocy czuwałam, zmieniając opatrunki. To był trudny czas i dla mnie i dla niego. I kiedy trochę się uspokoiło i stan jest w miarę stabilny, naszły mnie różne myśli. Często się mówi „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Ja bym to zmieniła na „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w chorobie”. Właśnie w tym trudnym czasie widziałam i doświadczałam pomocy i wsparcia od tych, którzy wiedząc, że przeżywam trudny okres nie prosili a dawali. Byli jak tego potrzebowałam. Nawet, gdy nie mogli być ciałem, wspierali telefonicznie, smsowo. Czułam ich wsparcie. Nie obrażali się, że nie mam tyle wolnego czasu co wcześniej. Nie obrażali się, gdy nie oddzwaniałam od razu. Każdy z nich z osobna wspierał inaczej. Jedni się modlili, inni wspierali słowem, inni ugotowali coś a jeszcze inni byli gdy płakałam. Gdy czułam się taka bezsilna… widzieli moją słabość i trwali. Ten czas, który trwał i jeszcze trwa nie jest zbyt długi. Zaczęło się na początku 10 lutego. Zaskoczenie, przerażenie mieszał się z strachem i nadzieją. Adrenalina działała, więc i ja na wysokich obrotach funkcjonowałam mimo niewielu godzin snu. Kolejne dni coraz gorsze w oczekiwaniu. Jednakże w tych trudnych chwilach, pojawił się Anioł. Osoba niczym nie odróżniająca się, a jednak mająca coś w sobie. Przy nim czułam się bezpiecznie mimo spływających z lęku łez. Z perspektywy czasu zrobił dla mnie i dla pacjenta dużo więcej niż pomoc lekarską. Był aniołem nadziei i empatii. W chwilach grozy, rzucał wszystko i przyjeżdżał ratować zdrowie i życie. Nie straszne mu było odebrać telefon w nocy, gdy z przerażeniem nie wiedziałam co uczynić mu ulżyć pacjentowi. W tym jakże krótkim i długim okresem zarazem, doświadczyłam wielu stanów. Lecz co istotne i najważniejsze- potwierdza się moja dewiza. Trzeba korzystać z każdego dnia, bo nigdy nie wiadomo, który może być ostatnim. Gdy siedziałam pod salą operacyjną, oczami widziałam grób i to poczucie straconego czasu. Na niepotrzebne złości, brak czasu- wymówki. Gdy patrzyłam jak krople deszczu spływają mi z włosów, nie czułam nawet zimna. To zimno miałam w sercu, gdyż bliska mi istota teraz walczyła o życie.

Kochani …. Choć ten wpis nie jest wesoły , bo choroba nie jest niczym przyjemnym. Lecz chciałabym, byście poczuli ten smutek. Tym bardziej dziś. Wielki Piątek dla mnie dzień podsumować i chwili zatrzymania. Ostatni czas był dla mnie trudny, lecz i zarazem piękny. Bo w tym całym bólu, zwątpieniu i lęku doświadczyłam miłości, troski i odciążenia mnie od tych, dla których jestem ważna. W ten trywialny sposób można poczuć kto jest, a kto tylko udaje. Kto jest w momencie trudnym i bolesnym. Kto wspiera mimo codziennych spraw. Kto odrzuca egoizm i trwa. W myślach i sercu dziękuje tym, którzy okazali serce. Którzy mają pokłady miłości i dawania. Sytuacja z chorobą, bardzo ciężką i nieuleczalną niestety spowodowała, moje większe pragnienie życia i doświadczania go. Może właśnie w tym jest sens, by nawet gdy cierpienie i ból odnajdywać sens. To trudne jest, prawda. Lecz życie nigdy prostym nie było, co nie znaczy, że zawsze jest bolesne. Na wiele sytuacji, zdarzeń- mamy wpływ. Mamy wpływ na ludzi z którymi współżyjemy. I mamy wpływ na relacje, które tworzymy. Przyjaźń, miłość to fundamenty dzisiejszego świata. I właśnie bez tego nie udźwignęłabym tej próby. Tego balastu, który mnie osłabiał. Lecz właśnie z siłą wlewaną od innych- dałam radę. I tą siłę staram się dzielić i rozdawać na co dzień. W mojej pracy zawodowej, życiu prywatnym czy tutaj dla Was.

Kochani, nie wiem w jakiej sytuacji obecnie jesteście czytając to. Nie wiem czy jesteście zdrowi czy chorzy. Czy w Waszych sercach jest radość czy smutek. Czy może tęsknicie za czymś lub do czegoś. Lecz obojętnie co robicie i gdzie jesteście mam dla Was wiadomość – dziś jest dniem na który masz wpływ. Dziś jest dniem, w którym możesz coś zmienić. Odważyć się na coś, na co wczoraj odwagi nie starczyło. Dziś jest dzień, by zrobić pierwszy krok. Tylko dziś! Jutro jest niepewne. Nie wiesz co się wydarzy. I ja tego nie wiem. Lecz właśnie w tym jest piękno ukryte – Każdy dzień traktuj jak dzień tu i teraz. Jeśli nachodzą Cię myśli, by zrobić to jutro – nachodzi Cię strach i lęk. Lecz wiedz, tylko dziś możesz działać i masz na to czas. Jutro nie wiadomo co będzie, i może zabraknąć Ci tego czasu.

Autor: Kocimiętka

Absolwentka studiów pedagogicznych. Zawodowo pośrednik pracy i doradca zawodowy. Wieloletnia wolontariuszka m.in na rzecz osób wykluczonych społecznie, zaburzonych psychicznie, niepełnosprawnych, uzależnionych, więźniów. Obecnie działa na rzecz porzuconych psów i kotów. Z zamiłowania miłośnik zwierząt oraz odpoczynku na łonie natury.
W wolnym czasie zajmująca się gotowaniem, robótkami hand made i spacerami z przygarniętym z adopcji psem.